To już ósmy dzień. Jak do tej pory żadnego zlecenia. Nigdy tak długo to nie trwało. Na szczęście ta, wypełniająca przestrzeń, muzyka. Zarosłem, włosy lepią mi się do rąk, podkoszulek nie zmieniany od dwóch tygodni stał się moją drugą skórą. Paskudnie to wszystko wygląda, ale tak czuję się bardziej sobą - zwrócony bardziej do wewnątrz. Trzeba być trzciną i dębem. Ba! Wyobraźmy to sobie: delikatna, wiotka łodyga, łagodnie uginająca się pod naporem wiatru i olbrzymi, ukryty przed światem system korzeniowy. Podziemne tętniące życie. Tak to widzę. Dzisiaj nie można inaczej.
     
#59
>