Z chwilą kiedy otwierasz oczy rozpoczyna się przygoda świadomości. Znajoma jasność pokoju - rozświetlonego promieniami słońca, jest południe albo trochę dalej, promienie przecinają pokój wpadając przez nisko położone okna pracowni, pasy światła i cienia. Właściwie mógłbyś nie otwierać oczu - tak wyraźnie wyczuwasz to pomieszczenie każdym kawałkiem ciała i umysły, wystarcz ci przeczucie światła przemykającego gdzieś nad twarzą, żeby odtworzyć w pamięci cały rysunek pokoju, przemierzanego tysiące razy, przepatrzonego, prze-oglądanego, prze-widzianego, którego każdy zakamarek znasz lepiej niż pory swojej skóry, lepiej niż własne ciało, i wszystkie te strzępy, fragmenty i gadżety zebrane przez ten cały czas, który minął - muszle z nad zatoki, notatki z podróży, księgi na półkach, kubek ze sklepu z pamiątkami, serwis do kawy od ciotki, fotografie, płyty CD, ustawione na półce aparaty, szkatułki pełne drobny w kilku walutach świata - niewymienialne na nic krążki metalu, odpady, resztki wydane, zatrzymane, odłożone, nadmiar nie do zbycia - te wszystkie jednoeruocentówki i jednogoroszówki, jedno-cośtam, itd., są też korki z otwartych win w szklanym kuflu, które odkładasz jakbyś robił notatki z melancholijnych nocy i spacerów przez czas, notesy, kable, plakietki, klucze, kluczyki, kawałki kości i bursztynu, czaszka kozła i porcelanowy królik - skarbonka, popielnice i zakładki, wizytówki tomiki poezji, i nawet wiesz gdzie leży paczka papierosów, która wczoraj prawie się skończyła - na szczęście zasnąłeś, zapalniczka natomiast jest zagadką, ach i ryby kołyszące się w akwarium - zawsze przecież słyszysz ten delikatny szum aqua - namiastka oceanicznych fal. Wydaje się, że nie ma żadnych zagadek. Więc. Musisz wymyślić sobie cel - punkt skupienia, punkt spotkania samego siebie, a może raczej punkt wyjścia, i nie chodzi o miejsce, od którego się zaczyna tylko o miejsce przez które się przechodzi dalej.

 
#199
>