"O tym, na czym nam najbardziej zależało, postanawiamy pewnego pięknego poranka mówić coraz mniej, z wysiłkiem gdy trzeba się do tego wziąć. Człowiek ma dość ciągłego słuchania własnej gadaniny. Skraca się ją. Rezygnuje się. Już trzydzieści lat się gada. Już nie zależy na tym, żeby przyznano nam rację. Opuszcza nas ochota do zachowania dla siebie nawet tego małego miejsca, jakie się sobie zarezerwowało wśród przyjemności. Nabiera się obrzydzenia. Wystarczy teraz zjeść trochę, posiedzieć w cieple i spać jak najwięcej na drodze donikąd. Aby znowu nabrać zainteresowania, trzeba by wyćwiczyć nowe błazeńskie miny dla prezentowania ich przed ludźmi. Ale brakuje sił na zmianę repertuaru. Bełkocze się. Człowiek szuka jeszcze w sobie fortelów i wymówek, żeby przebywać z kolegami, ale śmierć jest tam również, śmierdząca obok nas, cały czas teraz i mniej tajemnicza od jagnięcia. Cenne pozostają dla nas tylko drobne zmartwienia, takie dajmy na to, jak to, że nie znalazło się czasu odwiedzić, póki żył jeszcze, starego stryja w Bois-Colombes, którego piosenka zamilkła na zawsze pewnego lutowego wieczora. To jest wszystko co człowiek zachował z życia. Ten mały okrutny żal, resztę wyrzygało się mniej więcej dokładnie po drodze z wielkim wysiłkiem i strapieniem. Jest się już tylko starą latarnią ze wspomnieniami na rogu ulicy, którą już prawie nikt nie chodzi."

Louis Ferdinand Celine "Podróż do kresu nocy"

>